Jeździectwo


Jeździectwo

jest sportem, który w Polsce zyskuje coraz większą popularność. Trudno jest się temu dziwić, biorąc pod uwagę wszystkie jego pozytywne aspekty. Przede wszystkim pozwala nam na kontakt z tak wspaniałym zwierzęciem, jakim jest koń. Chodzi nie tylko o jego oczywiste piękno, harmonijną budowę oraz sposób, w jaki łączy siłę i grację, ale również szereg innych, o wiele ważniejszych jego cech niż uroda. Należą do nich oddanie, lojalność i zaufanie. Jeżeli napotkamy konia o pogodnym usposobieniu i łagodnym charakterze, możemy być pewni, że stanie się wspaniałym towarzyszem niezapomnianych przygód. Miłośnicy jeździectwa wiedzą doskonale jak miło jest wybrać się na kilkugodzinną przejażdżkę po lesie, i samemu bądź z przyjaciółmi galopować po leśnych duktach, łąkach, polach, przeskakiwać przez powalone drzewka lub pławić się w jeziorze. Jednak zanim to nastąpi, konieczne jest zdobycie wielu umiejętności i nigdy nie wolno przeceniać własnych sił, ani umiejętności naszego kopytnego przyjaciela. Warto jest traktować go jako przedłużenie własnych nóg i odpowiednio się o niego troszczyć. A wtedy tereny będą przyjemnością dla obojga.



Co należy zrobić, aby nauczyć się jeździć? Przede wszystkim trzeba chcieć, nie można się do tego zmuszać. Jeżeli kogoś paraliżuje strach na samą myśl o pogłaskaniu tego "wielkiego zwierzęcia", to nie ma co gramolić mu się na grzbiet. Jeździectwo nie jest trudne i można nauczyć się jego w każdym wieku, jednak aby się powiodło, należy wybrać odpowiedni klub i odpowiedzialnego instruktora. Niestety, wraz ze wzrostem amatorów jeździectwa, narodziło się wiele maleńkich klubików o wątpliwym profesjonalizmie, którego dowodzi obsadzanie zarozumiałych czternastolatek w roli instruktora. Takich klubów lepiej jest unikać, podobnie jak tych największych i najbardziej znanych. Poza prestiżem, nie mają one nic do zaoferowania "niedzielnym jeźdźcom", nastawione są na jazdę sportową, a rekreacja jest tylko dodatkowym źródłem dochodu, prowadzi ją się, mówiąc delikatnie, bez większego zaangażowania, na koniach które mają za sobą karierę sportową i, co za tym idzie, skrzywioną psychikę. Najlepszy więc będzie klub średniej wielkości, w którym znajduje się od kilku do kilkunastu koni, a nad wszystkim czuwa uprawniony instruktor PZJ. Dobry klub najłatwiej nam będzie znaleźć radząc się znajomego, który już jeździ - będziemy mieli pewność, że jest to miejsce sprawdzone. Wystarczy tam pojechać lub zadzwonić i umówić się na pierwsze zajęcia. Na pierwszą lekcję nie musimy kupować całego rynsztunku - wystarczą przylegające spodnie z miękkiego materiału (dla pań getry, panom dresy) i buty za kostkę, których nie będzie żal nam zabrudzić. Niezbędny będzie też toczek- pełni funkcję "kasku" ,będzie chronił głowę w trakcie ewentualnego upadku. Wygląda jak czarny kapelusik i powinien znajdować się na wyposażeniu klubu. Oczywiście, ze względów higienicznych, najlepiej jest mieć swój własny. Przed skorzystaniem z tych klubowych powinniśmy sprawdzić, czy nie jest pęknięty, i czy ma odpowiedni rozmiar oraz pasek pod brodę. Toczek nie może być za luźny ani przyciasny, a pasek powinien przylegać do brody a nie zwisać nonszalancko - od tego zależy nasze bezpieczeństwo. I nie ma co marzyć, ze będziemy w tym dobrze wyglądać. Kolejnym (kuszącym) elementem ekwipunku jest palcat, czyli bacik. Może go zastąpić zwykła gałązka, najważniejsze jest to, czy umiemy się nim posługiwać. Niedoświadczeni jeźdźcy zwykli są uważać go jako jedyną formę "negocjacji" z koniem, co okazuje się dużym błędem. Najważniejsze to nauczyć się korzystać z takich pomocy jak: dosiad, łydka i głos. Instruktor może oprowadzić nas wokół ujeżdżalni parę razy, żebyśmy mogli oswoić się z koniem, a następnie stanie na środku tak, aby "przymocowany" do lżony koń poruszał się wokół niego. Będziemy zmuszeni wykonać serię z pozoru bezsensownych i niepoważnych ćwiczeń, takich jak machanie rękoma, skręty tułowia, czy schylanie się do strzemion, a wszystko po to, żebyśmy mogli się rozluźnić i troszkę poćwiczyć równowagę. Dowiemy się tez jak prawidłowo należy trzymać wodze i siedzieć na koniu - plecy prosto, pięta w dół i palce do konia. Bardzo ważne, pod względem naszego bezpieczeństwa, jest to aby właściwie ułożyć nogę w strzemieniu. Początkujący mają zgubną tendencję wsuwania stopy aż do oporu, tymczasem powinniśmy na nim opierać same palce. Dzięki temu możemy mięć pewność, ze kiedy koń podskoczy, noga nie wpadnie nam do środka strzemienia i się nie zaklinuje uniemożliwiając nam zeskoczenie z konia, kiedy zajdzie taka potrzeba. Żeby koń ruszył, musimy "dąć mu łydkę", czyli ścisnąć go mocno nogami. Nie wolno robić tego z zamachu - to nie western, koń jest zwierzęciem wrażliwym i nie wolno go kopać. Oczywiście, istnieje duże prawdopodobieństwo, ze koń nie posłucha rozkazu i wtedy można go "zachęcić" palcatem. Klepnięcie powinno być delikatne i wycelowane w koński zad, czyli...pupę. Pierwsza lekcja powinna trwać 15 - 30 min i pomoże nam podjąć decyzję, czy mamy ochotę na następne. Jeżeli tak, to nie pozostaje nic innego, jak umówić się na kolejną jazdę. Powinniśmy przyjść na nią pół godziny wcześniej, aby móc się zapoznać z tajnikami czyszczenia i siodłania. Choć na oko koń może wydawać się zupełnie czysty, należy go wyszczotkować przed każdym osiodłaniem, aby z jego sierści usunąć niewidoczny piasek, mogący spowodować obtarcia. Wyposażeni w szczotkę, kopystkę i zgrzebło (gumowe) ruszamy do boksu lub stanowiska naszego wierzchowca. Najpierw najlepiej jest zawołać do niego po imieniu i poklepać przyjacielsko po szyi. Nie wolno jest zbliżać się do konia, od strony jego zadu, bo łatwo jest wtedy dostać kopytem. Na początku czyścimy całe ciało konia zgrzebłem, wykonując koliste ruchy, a następnie szczątka - 2 razy z włosem i raz pod włos. Na zakończenie oczyszczamy kopyta kopystką i nasz rumak jest gotowy do osiodłania. Jeżeli chodzi o kolejność zakładania ogłowia i siodła, to najlepiej jest najpierw założyć ogłowie. Jeżeli koń stoi uwiązany to zdejmujemy mu kantar z głowy i zapinamy go na szyi, co powstrzyma konika przed ewentualną ucieczką. Następnie przerzucamy mu wodze przez szyję i przekładając prawą rękę pod łbem (stoimy oczywiście z lewej strony) chwytamy go za pysk. Prawa ręka zakładamy ogłowię. Jeżeli koń jest oswojony z tą czynnością, nie powinien się buntować i dobrowolnie wziąć wędzidło do pyska. Jeżeli jednak będzie uparcie zaciskał szczękę, to należy włożyć mu rękę do pyska i połaskotać za zębami. Zapinamy podgardle - ale nie za ciasno powinno się dać włożyć między nie a konia 3 palce. Nachrapnik natomiast powinien być zapięty w taki sposób, żeby przylegał do pyska. Upewniwszy się, ze wodze nie zwisają luźno (koń mógłby je wtedy nadepnąć i zerwać) możemy przystąpić do zakładania siodła. Najpierw zarzucamy popręg na siedzisko, bo gdyby zwisał luźno, poobijał by końskie boki. Z tego samego względu podciągamy strzemiona na puśliskach. Teraz możemy już założyć siodło. Robimy to powoli ale zdecydowanie. Przedni łęk umieszczamy na kłębie i zsuwamy kilka centymetrów do tyłu. Potem zapinamy popręg (na razie nie za mocno), zdejmujemy wodze z szyi i możemy wyprowadzić konika z boksu. Prowadzimy konia trzymając wodze prawą ręką pod pyskiem, a lewą ich końcówkę. Wchodzimy razem na ujeżdżalnię, ponownie zarzucamy konikowi wodze na szyję, zakładamy i zapinamy toczek, opuszczamy strzemiona w dół i możemy wsiadać. Będąc już na górze, powinniśmy dociągnąć popręg i wyregulować strzemiona. Te czynności wykonujemy, mając obie nogi luzem (trzymając jedną nogę w strzemieniu mamy poczucie bezpieczeństwa, lecz zupełnie nie słusznie). Aby odpowiednio dopasować długość strzemion, należy ustawić je tak, aby ich podstawa dotykała kostki naszej wyciągniętej nogi. Tym sposobem jesteśmy już gotowi na następną lekcję, podczas której zostaniemy wprowadzeni w tajniki skręcania. Żeby nakłonić konia do skrętu należy w odpowiednim kierunku przenieść wodze (nie jedną rękę, ale obie!!!). Poćwiczymy te manewry przez kilka minut jeżdżąc stepem po ujeżdżalni w najrozmaitsze kierunki, po czym przyjdzie pora na cos trudniejszego, czyli kłus. Jest to chód, podczas którego czujemy ze koń wykonuje "podrzuty". Cały problem polega na tym, żeby umieć się do nich dostosować, gdyż w przeciwnym razie będzie nas wyrzucało z siodła, a jest to wątpliwa przyjemność. Musimy wiec nauczyć się anglezować. Polega to na tym, ze równocześnie kiedy koń nas podbijamy unosimy pupę do gory i opuszczamy ja kiedy grzbiet "opada". Najczęstszym błędem przy anglezowaniu jest wychodzenie w górę przekładając ciężar na strzemiona. Prawidłowo, opieramy się na kolanach, dociskając je do siodła.

 
tu jesteś: ekoturystyka / agroturystykasport / jezdziectwo

Polityka Prywatnosci |

JEZDZIECTWO